Archive Page 2
panować nad emocjami

Sto we mnie żądz, sto uczuć, sto zwiędniętych liści - czasem to nawet milion - czy to kobiece, czy po prostu ludzkie? Huśtawka nastrojów, popadanie w skrajności. jeśli chodzi o mnie to najczęściej wiem skąd się to bierze i co na to wpływa - potrafię to nawet wykorzystać, bo gdy przychodzą takie smętne dni piszę wtedy, m.in. takie rzeczy:
Nie mam nic do powiedzenia
będzie to o kobiecie bo ostatnio tak bardzo czuję się długimi włosami
do pasa. rozpuszczonymi. spódnicą powyżej kolan i ronię. poraniam.
dookoła amerykańska noc jest czarnym niebem z samolotami. słupami wysokiego napięcia.
nie do poczucia gdy jesteś u siebie. moje okno jest samo jedno i nie ma tu innych
narkomanów. palaczy. zboczeńców. wszystko jest dziś eks. rozsypane sole.
miażdżone orzechy. marynaty z grzybami
możliwe że noszę w sobie matkę. depresyjną matkę. ojca z chorobą sierocą. ojcowską
niezauważoną i jeszcze poniekąd bardzo chciane dziecko którego twarz to jedno wielkie oko.
może dwa zielone jak smutek w stadzie dzikich gęsi albo brak odcieni
nad tłocznym manhattanem.
przelewają się zsiadłe mleka. whisky i woski zastygłe w dywanach. marazmatycznie
zbiera mnie fotel. teraz widzę jak bardzo przeszkadza mi cała ta szarość która się pisze
która musi się pisać. tak. zmieniłam się z przedostatnich zdjęć na te ostatnie.
tak mówisz a włosy rosną. przerastają mnie całą i teraz wiem że czekać to za długo
Ktoś, kto miał okazję to przeczytać napisał:
Filed under: Bez kategorii | 4 Comments
Tags: emocje, Magda Buraczewska, Nie mam nic do powiedzenia, wiersz
kobieta pogrążona
Jeśli w Lejdis jest pokazana choć część kobiecej natury, to ja dziękuję i się do niej nie przyznaję. Albo nie za dobrze znam realia, co jest całkiem możliwe (choć uznaję się za świetną obserwatorkę), albo po prostu nie chcę dostrzec, że sporo osób płci żeńskiej to zwyczajna “pustota”.
Filed under: na marginesie | 5 Comments
Tags: kobiety, Lejdis, stereotypy
zapach zamknięty w książce
Gringo wśród dzikich plemion podobno pachnie dżunglą, a zapach ten został skomponowany w Instytucie Chemii pod okiem autora. Chwyt marketingowy czy chęć przybliżenia czytelnikowi zapachu meksykańskiej, amazońskiej puszczy?
Tyle sposobów zachęcenia do kupna książki już wypróbowano - książki z płytami CD (a na nich wersja audio), książki z pięknymi, błyszczącymi kartkami, książki z różnego rodzaju dodatkami (mapy, zdjęcia, zagadki, muzyka), książki interaktywne, itp.
Dla mnie osobiście pachnąca książka to bardzo ciekawy/atrakcyjny pomysł, bez względu na to, do czego miał służyć. Poza tym niezwykle dobrze kojarzy mi się osoba autora - Wojciecha Cejrowskiego, który ma wiele do powiedzenia i słucha się go z wielkim zaciekawieniem, niczym dzieci najlepszej “opowiadaczki”. Błyskotliwość, inteligentny dowcip, doświadczenie podróżnika, ciekawość świata, mądre pointy.
Lektura, nawet pozbawionej zapachu, książki Cejrowskiego (bo ta z zapachem jest egzemplarzem limitowanym) musi być przyjemnością - poznaniem tego, co dalekie i przez to tak bardzo wciągające.
Filed under: Odczucia | 2 Comments
Tags: Cejrowski, Gringo, książka, Wojciech Cejrowski, zapach
słowa czy muzyka
albowiem w sąsiednim pokoju umiera moja miłość.
Moja miłość umiera w absolutnej ciszy
na nagły atak kaszlu, serial w telewizji.
Wprawdzie z przyzwyczajenia zostały niezmienne
wspólne pory posiłków, scenariusze zajęć,
wprawdzie nadal gromadzę codziennie precjoza,
wiersze skrzętnie notuję na czarną godzinę –
jednakże, przyjacielu, coraz mniej mam domu,
a tylko coraz większą potrzebę podróży.
Jak ci narkomani, co w parku za dworcem
długo się zbierają przed wspólnym odlotem.
Filed under: wizje | 2 Comments
Tags: muzyka, Towary zastępcze, Ciche dni, Piotrowski
zobaczyć zapach
…jest taki film, który pamiętam najlepiej ze wszystkich. Pamiętam ze wszystkimi szczegółami i śpiewanym przez małą Gienię „la la, la la, la la la” (szukałam tej wersji muzycznej w sieci, ale niestety nie znalazłam. Swoją drogą podziwiam jej autora Zygmunta Koniecznego, bo to nie pierwsza tak udana kompozycja - tylko tą czysto instrumentalną) i “co się dziwisz?”.
Kiedyś zastanawiałam się jak można pokazać zapach. Teraz już wiem, że tak, jak zrobił to Jan Jakub Kolski. Sprawił, że Jasminum zaczęło mi pachnieć - wsią, deszczem, jaśminem rosnącym za oknem, fiołkiem. Umiał tak zagrać obrazem, że widziałam całą woń, która otaczała bohaterów. Miłe to doświadczenie, kiedy film pozwala tak bardzo się odczuć. Wszystko to pewnie za sprawą leniwego klimatu, ospałości która nie zanudza, wyblakłych kolorów życia, mglistości, magiczności i prostoty.
Znalazłam w Jasminum dokładnie to, co powinien zawierać w sobie dobry film. Musi być widzialny, odczuwalny i słyszany.
Filed under: wizje | 4 Comments
Tags: co się dziwisz, Jan Jakub Kolski, jasminum, Kolski
polisensoryczność
Jak to dobrze, że można odbierać świat wszystkimi zmysłami i jak to dobrze, że są na tym świecie rzeczy, które potrafią oddziaływać na nas w taki pełny sposób. Dziś proponuję WZROK, SŁUCH i UCZUCIE/EMOCJE. Dokładnie te same towarzyszyły mi, kiedy oglądałam Wieczną miłość
Tu znajduje się link do Sonaty Księżycowej, która (jak na mój gust) stanowi doskonałe tło dla poniższego tekstu (by me). Bardzo proszę przeczytaj go, słuchając tej melodii. Być może tylko ja się nią zachwycam i być może zachwyt ten bierze się z pamięci o filmie i scenach, które w nim zobaczyłam - piorunujące, uderzające, dotykające zakamarki - właśnie nie wiem czego - na pewno tego “miejsca”, które odpowiada za nasze emocje. (o nich w tym miejscu napiszę następnym razem).
:: Z archiwum ciszy ::
mój ludwigu przy obcych van Beethowenie
mówiłeś że krzyżyki podwyższają o jeden krzyż którego
nie było nigdy na ścianie a ja wciąż widziałam się poniżej.
leżąca między tobą a ciszą.
wierzyłam w ciebie każąc ci słuchać tych krzyków. płaczu
że chcę być crescendem wyrwanym z ciebie. teraz. wierzyłam
jak w boga który kazał mi modlić się do świętego chłopca. którejś nocy
wyklęczeć całą miłość. może nie słyszałeś nic. oprócz myśli
które pisały się same. rozmazywały w twoich rozżalonych oczach.
był obraz. ulice przebiegane by dotrzeć na pole i słyszeć nie śpiew a wycie
widziałeś tylko brawa. śmiechy. moje dłonie niezdarne na fortepianie
i nie wiedziałeś jeszcze że mogą tak niszczyć.
kiedy odchodziłam mówiłeś że nigdy nie zrozumiem czym jest niemoc
i jak bardzo można pragnąć
a teraz nie wiem jak napisać całego ciebie.
wiem tylko że nie mnie nazwałeś elizą. że baszta mleczarzy wciąż jest
że zima. śnieg. kościół
myślę że dzwony musiały kiedyś przestać brzmieć jak muzyka.
jak sonata i w końcu jak ty.
dlaczego trzeba się rozłączyć kiedy się tak kocha
odludku przy obcych van Beethowenie
____________________________________________________________
Bardzo chętnie poczytam o Waszych wrażeniach, albo odczuciach, które towarzyszyły Wam podczas czytanio-słuchania. Co w tym wypadku było silniejsze - słowo czy muzyka?
Filed under: Odczucia | 6 Comments
Tags: Magda Buraczewska, van Beethowen, Wieczna miłość, Z archiwum ciszy

